środa, 2 stycznia 2013

SYLWESTER czyli Wielki Finał

W doborowym towarzystwie pożegnałem rok 2012. Tym razem w malowniczej okolicy pod Ślężą w Restauracji "Dobre Miejsce" w Sobótce. Miejsce nowe ,pachnące świeżością , bardzo roztańczeni goście, dobra kuchnia , pozytywne wibracje- w takim to otoczeniu wkroczyłem w Nowy rok. Ten 2013 mimo pechowej cyfry zapowiada się bardzo szczęśliwie. Sezon imprezowy wypełniony w 80 procentach-ponownie będę miał okazję zarazić gości energią i wyzwolić to co w nich najlepsze.
Krótkie podsumowanie-tradycyjne już od trzech lat na blogu:
W sumie poprowadziłem i zagrałem 45 imprez z czego 28 wesel, 8 firmówek , 9 imprez okolicznościowych.
Czasem ludzie pytają mnie czego należy życzyć prowadzącemu? .Zawsze odpowiadam,że tylko gości którym muzyka w tańcu nie przeszkadza a o resztę już zadbam.:).
Wszystkim przyszłym uczestnikom imprez prowadzonych przeze mnie życzę w nowym roku przede wszystkim energii i sił do zabawy-bo na nasiadówki raczej nie liczcie.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

ANIA i MARCIN czyli Wesele" uskrzydlające"

Ten wpis rozpocznę trochę nietypowo, bo od maila jaki dostałem od Ani.
Witaj Marku! Jeszcze raz dziękujemy że byleś z nami w tak wyjątkowym dla nas dniu. Dzięki Twojemu profesjonalizmowi bawiliśmy się świetnie. Aż szkoda że nie można tego powtórzyć, ale spokojnie mam Brata więc może się jeszcze spotkamy. Twoja osoba bardzo spodobała się gościom - ten Dj jak on się świetnie bawił- tak wszyscy mówili i mieli wrażenie że znamy się od lat.  Ponieważ wniosłeś tyle ciepła i pracy w ten dzień w ramach podziękowań przesyłamy link do kilku zdjęć z naszej sesji ślubnej. Marku wybór Twojej osoby jest jak wygrana w kumulacji w lotka- miałam nosa :-).
Właśnie dla takich słów szczerych i niewymuszonych warto dawać z siebie wszystko co najlepsze. To bardzo miłe uczucie , kiedy człowiek dostaje potwierdzenie dobrze poprowadzonej imprezy:).
Przyznaję ,że bardzo szybko zaiskrzyło między mną i gośćmi. Okazało się również,że niektórzy już mieli przyjemność bawić się razem ze mną:). Teraz czekam na dwie rzeczy-wesele Ani brata i jestem umówiony z Młodymi na prywatne spotkanie konsumpcyjno - wspomnieniowe.
Życzę aby Wasze małżeństwo codziennie dostawało takich skrzydeł jak ja po Waszym weselu.

sobota, 15 grudnia 2012

OLA i ŁUKASZ czyli Zabawa w Skałce

Kilka kilometrów od Wrocławia, w malowniczej okolicy znajduje się zajazd "Banderoza". Sporo zieleni, woda, spokój-czego więcej trzeba do organizacji wesela. To miejsce upatrzyli sobie Ola i Łukasz. Zawsze podziwiam ludzi, którzy nie spinają się na siłę i nawet w tak ważnym dniu nie dają się zjeść nerwom i emocjom. Jak szczerze powiedział Łukasz na spotkaniu on za bardzo nie odnajduje się w klimatach wesel-dlatego zdaje się na moje doświadczenie:). Było klasycznie ,ale nie zabrakło też indywidualnych akcentów muzycznych. Na pierwszy taniec Elvis Presley -przygotowany na szybkim kursie i coś mi się wydaje , że kartkę z nazwami figur Pan Młody zachowa na wieczną pamiątkę:). Enej, Kukiz, Kult i Dżem ruszały gości i tych nieco starszych i oczywiście młodzież. Zresztą na koniec to praktycznie mieliśmy koncert Rydla na życzenie:). Ponieważ sama sala jest utrzymana wystrojem w stylu country-podczas wjazdu płonącego udźca obsługa pokazała swój popisowy taniec rodem z dzikiego zachodu. Muszę również napisać o bracie Pana Młodego którego radość zabawy i energia w połączeniu z moim pozytywnym nakręceniem spowodowały, że nie było czasu na zmęczenie, a jak już odpoczywaliśmy to też nie bezczynnie tylko np oglądając film niespodziankę.Fajnie było! Goście fajni!!. Młodzi fajni!!!
Wszystkiego naj raz jeszcze!

niedziela, 2 grudnia 2012

KAROLINA i PIOTR czyli Tańce w Opolu

Muszę się uczciwie przyznać, że jadąc na poprowadzenie  imprezy zawsze towarzyszy mi lekka trema i pytania czy wszystko wyjdzie  a Młodzi i goście będą zadowoleni.Podobno każdy szanujący się prowadzący tak ma :). Jadąc na wesele Karoliny i Piotrka byłem zupełnie spokojny o efekt końcowy. Kilka miesięcy wcześniej prowadziłem imprezę rodzinną i w zasadzie wiedziałem czego się można spodziewać a i większość gości już mi była znana.
Pozostałą część poznałem z jak najlepszej strony. Niesamowici ludzie potrafiący pobawić się przy "opolskich dziouchach" i dać czadu do piosenki "Balada Boa" tylko po to , żeby w nagrodę zatańczyć Kankana:)
Młodzi od pierwszego tańca wyznaczyli dobre muzyczne klimaty pokazując się w nagraniu "september".
Na przyjęciu nie brakowało również fanów Dżemu , którzy dostali swoją porcję Ryśka.
To była kolejna niesztampowa impreza-taka zostająca na długo w pamięci.Przy podziękowaniach dla rodziców uniknęliśmy wzruszeń na siłę i zamiast tego pojawiło się Pasowanie na Teściów.Mam nadzieję,że dotrzymają danego publicznie słowa:)
I jeszcze sms od Karoliny "Marku, bardzo dziękujemy Ci za imprezę- było mega!!!. Wszyscy goście nam dziękowali za świetną  imprezę ,aż żal było kończyć:).Jak to powiedział wujek po prostu Mistrz-zgadzamy się w 100%!!!.
Ja również Wam dziękuję i do zobaczenia na kolejnych Mistrzowskich Imprezach:)

niedziela, 28 października 2012

ALICJA i MIREK czyli Na wzgórzu

Są takie miejsca we Wrocławiu, które mijamy bardzo często, oglądamy na zdjęciach, nawet chodzimy na spacery ale w nigdy nie powiedzielibyśmy, że można tam zrobić wesele. Są tacy ludzie , którzy mają w sobie odwagę robienia czegoś inaczej i po swojemu. To właśnie dzięki Alicji i Mirkowi odkryłem na nowo Wzgórze Partyzantów. Tam właśnie odbyło się ich wesele. Musieliśmy tylko pokonać niedogodności nagłośnienia dwóch sal i przekonać gości, że wycieczki schodami w górę i w dół mają swoje zalety:)
Reszta to już była przysłowiowa pestka. Tym bardziej ,że naprawdę bezstresowo podeszli do wesela sami najbardziej zainteresowani:). Na wejście U2 , podczas wjazdu indyka (nie prosięcia!!) Rammstein,do krojenia tortu Led Zeppelin -to chyba najlepiej świadczy o bardzo indywidualnym nastawieniu. Oczywiście goście muzycznie odnaleźli różne  klimaty do zabawy-od Nat King Cole  poprzez O-Zone do Zakopower.
Kiedy rano pakowałem sprzęt spojrzałem ze wzgórza na śpiący jeszcze Wrocław i pomyślałem, że mieszkam już tu ponad 20 lat a jeszcze potrafi mnie to miasto zaskoczyć. Alicjo , Mirku wielu pozytywnych zaskoczeń życzę Wam na nowej ,wspólnej drodze:).


sobota, 27 października 2012

BEATA i TOMEK czyli w Brylantowej

W hotelu Jasek sal jest kilka. Ja okupowałem tę na dole-brylantową.Tam właśnie swój wielki dzień postanowili zorganizować Beata i Tomek. Najpierw poznaliśmy się wirtualnie i zaiskrzyło:). W realnym świecie polubiliśmy się jeszcze bardziej. Oni wiedzieli czego chcą ,a ja postarałem się zrealizować to na ile umiałem. Chyba się udało. Mimo tego, że nie było to największe wesele w Jasku-my wychodziliśmy ostatni:) Następnego dnia otrzymałem takiego maila:
Witaj Marku,
Chcielibyśmy Ci  raz jeszcze  serdecznie podziękować za wspaniały udział w naszym dniu. Muzyka super, Twoje zaangażowanie, ogólnie całokształt to pierwsza klasa:) Z chęcią będziemy Ciebie polecać każdemu kto liczy na super zabawę. Pełny podziw za profesjonalizm. Pięknie dziękujemy i mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy, może już nie na naszym ślubie bo to już się nie zdarzy:) ale z chęcią przy innej okazji. Pięknie dziękujemy:)
Beata i Tomek
Ja też z chęcią bym się jeszcze z Nimi spotkał. Jak to mówią-życie jest nieprzewidywalne i wszystko się może zdarzyć.Zatem do zobaczenia.

niedziela, 21 października 2012

EMANUELA i GRZEGORZ czyli Bezprocentowo :)

Nie zdążyłem jeszcze dobrze wyczyścić butów z nadmorskiego piasku a już rozkładałem sprzęt pięćset kilometrów od morza w Jeleniej Górze. Szykowałem się do kolejnego wesela Emanueli i Grześka. Miałem już niesamowitą przyjemność prowadzić wesele jego brata rok wcześniej i wiedziałem czego się można spodziewać:). Dobrego ,bardzo pozytywnego szaleństwa na parkiecie. Zadowolonych, uśmiechniętych i szczęśliwych ludzi na sali.Wszytko bez kropli alkoholu:). Czasem spotykam się z wypowiedziami, że tak się nie da. Że zawsze ktoś coś przemyci w bagażniku albo będzie zamawiał w barze. Na tym weselu nic takiego nie miało miejsca. Dobra zabawa do samego rana w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Ludzie świadomi tego co mówią i robią. Na koniec podszedł do mnie Grzegorz i powiedział,żebym już przestał grać bo nie wyjdą z sali ,a było już po ustalonej godzinie zakończenia .
Zawsze zostawiam kawałek siebie na takich imprezach i zabieram wspomnienia na długie lata. Jednym z nich będą słowa babci która na powitanie mnie ucałowała, wyściskała i powiedziała " jest moja iskierka". Dla 41 letniego mężczyzny to prawdziwy zaszczyt coś takiego usłyszeć, bo oznacza to , że nie straciłem jeszcze w sobie tej radości życia i prowadzenia imprez. Oby ten stan trwał jak najdłużej:). A z tej iskierki zawsze rozpalał się wielki płomień zabawy.