Historia odnalezienia mnie jako prowadzącego przez Krzyśka i Karolinę klasyfikuje się do tych mało prawdopodobnych ale możliwych. Ponieważ chodziło o wesele bezalkoholowe zarezerwowali wstępnie ludzi z Warszawy specjalizujących się w tego typu imprezach.Miało już dojść do podpisania umowy a tu nagle cena wzrosła o koszty dojazdu i noclegu o prawie 1000 zł. Niestety to przekraczało ich budżet. Nieco załamani postanowili spróbować znaleźć kogoś we Wrocławiu.Jak sami powiedzieli najpierw poprosili Boga o pomoc a potem wujka google i pierwszą stroną jaka im się pojawiła w wyszukiwarce była właśnie moja:)
Szybkie spotkanie,rozmowa a ponieważ przypadliśmy sobie do gustu wiedziałem ,że po raz kolejny obalę mit o tym ,że bez alkoholu nie ma dobrej zabawy. Była bardzo dobra. Od samego początku było tak niecodziennie.
Co można zrobić kiedy nie ma szampana na powitanie ?. Podzielić się z gośćmi chlebem. Piękne i jakże symboliczne w wymowie.A skoro nie trzeba zapraszać na jednego to najlepiej zapraszać na konkursy i zabawy.Muzyka łączy pokolenia, taniec dobrych rad, gorące krzesła, balony z przepowiedniami w to bawili się goście i młodzi.Przy okazji uczciliśmy 9 urodziny Zygmunta ,posłuchaliśmy jak dzieci widzą ślub swoimi oczami, a nagrania za złotej listy Młodych poruszały gości w każdym wieku:).
Wiem ,że przy organizacji wesela bez alkoholu pada pytanie co na to rodzina? Na tym weselu byli ludzie uwaga.... z Mazur ,gdzie raczej nie do pomyślenia jest brak procentów:). To właśnie oni pierwsi potwierdzili przybycie i wcale im nie przeszkadzało ,że z napojów będą soki,woda i cola:) Bo radość zabawy siedzi w człowieku:)
Krzysiu i Karolinko swoją postawą zaprzeczacie teorii,że świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia i tak trzymać! Wszystkiego naj......
środa, 11 września 2013
KASIA i KAMIL czyli zadyma w Łagowie :)
Warto było pokonać 180 kilometrów autostradą aby przez dwa dni bawić na weselu Kasi i Kamila.Od samego początku zapowiadało się interesująco. Przyjechałem na miejsce,rozłożyłem sprzęt a ponieważ została jeszcze godzina do przyjazdu młodych postanowiłem napić się kawy.Nie dane mi to było:) Nagle na salę weszło trzech mężczyzn w kolorowych, nieco odpustowych koszulach i mówią Panie dj my tu gramy a pan jest na drugiej sali. Zaczęło się szybkie przenoszenie , rozkładanie i......zdążyłem. O 17 30 pojawili się gospodarze wesela i gwiazdy wieczoru:). Szampan ,obiad, pierwszy taniec i zabawa do 5 rano z krótkimi przerwami na jednego i coś na ciepło. Pociągi , korowody kręcone i zakręcone po całej sali i na zewnątrz, gdzie z delikatną zazdrością spoglądali uczestnicy drugiego wesela :) i czułem , że pewnie by chętnie dołączyli:). Młodzi poprowadzili tańce synchroniczne dla każdego:). Goście dawali się porwać każdej muzyce a przekrój był naprawdę imponujący-od swingujących klimatów Michaela Buble poprzez folkowe rytmy Eneja do rockowego Red Hot Chili Peppers . Dla każdego coś miłego.Hej wesele tańcowało i na poprawinach się nie oszczędzało. Z bolącymi nogami i pewnie głowami , radością na twarzy, następnego dnia po posiłku regeneracyjnym zwanym" zupą chmielową" uczestnicy wykrzesali z siebie resztki energii i w sumie przedłużyliśmy poprawiny o godzinę.Skończyło się wielkimi brawami od gości dla mnie i moim zachwytem dla ich kondycji:)
Kiedy już spakowany szykowałem się do powrotu ,zaopatrzony w "weselną czarodziejkę" na zdrowie Kamil powiedział mi -Marek ty tego nie widziałeś ale tam cała kuchnia tańczyła i stwierdzili ,że przy żadnym zespole takiej zabawy nie widzieli.
Cieszę się ,że nie tylko goście świetnie się bawili ,ale również ci którzy dbali o ich podniebienia-myślę,że podobnie jak ja będą to wesele długo wspominać.
Kamilu i Kasiu kiedy dopadnie Was chwilowa nuda przypomnijcie sobie "weselną zadymę w Łagowie"
Kiedy już spakowany szykowałem się do powrotu ,zaopatrzony w "weselną czarodziejkę" na zdrowie Kamil powiedział mi -Marek ty tego nie widziałeś ale tam cała kuchnia tańczyła i stwierdzili ,że przy żadnym zespole takiej zabawy nie widzieli.
Cieszę się ,że nie tylko goście świetnie się bawili ,ale również ci którzy dbali o ich podniebienia-myślę,że podobnie jak ja będą to wesele długo wspominać.
Kamilu i Kasiu kiedy dopadnie Was chwilowa nuda przypomnijcie sobie "weselną zadymę w Łagowie"
sobota, 24 sierpnia 2013
KLAUDIA i KRYSTIAN czyli Pięknie w Vili Bella
Przez kilkanaście lat prowadzenia gościłem w wielu salach, domach weselnych, zajazdach w całej Polsce.Zawsze to z przyjemnością odkrywam nowe miejsca tym bardziej jeśli znajdują się we Wrocławiu.
Villa Bella-tam właśnie swój wielki dzień zorganizowali Klaudia i Krystian.Przestronna sala,podest dla orkiestry lub Dj, nagłośnienie, oświetlenie i wszystko do dyspozycji prowadzącego.To naprawdę rzadkość.Kiedy poznałem właściciela wszystko się wyjaśniło.To człowiek ,który jest dobrym muzykiem i wie czego wykonawcy potrzeba:)
W takim miejscu aż chce się dać z siebie 110 procent możliwości.Starałem się i ja postarali się i goście:)
Na pierwszy taniec Dana Glover wprowadziła wszystkich w bajkowy świat Shreka,ale potem oczywiście na nasiadówkę czasu nie było. Pełen parkiet przy przebojach trzech pokoleń i różnych gatunkach muzycznych.
Wśród gości obecny był również rodowity Grek i wszyscy zatańczyli Zorbę radośnie przez niego poprowadzoną:). Nie ważne czy grali The Beatles czy rytm nadawał Michael Telo-muzyka gościom w tańcu nie przeszkadzała:).
Dwa dni po weselu dostałem takiego maila
Mam nadzieję, że się nie wynudziłeś za bardzo ;)
No i oby do zobaczenia na kolejnej imprezie ;)
Pozdrawiamy
Nuda? To słowo nie istniało na tym weselu.
Życzę Wam kochani ,żeby i w Waszym życiu pojawiało się jak najrzadziej.
Villa Bella-tam właśnie swój wielki dzień zorganizowali Klaudia i Krystian.Przestronna sala,podest dla orkiestry lub Dj, nagłośnienie, oświetlenie i wszystko do dyspozycji prowadzącego.To naprawdę rzadkość.Kiedy poznałem właściciela wszystko się wyjaśniło.To człowiek ,który jest dobrym muzykiem i wie czego wykonawcy potrzeba:)
W takim miejscu aż chce się dać z siebie 110 procent możliwości.Starałem się i ja postarali się i goście:)
Na pierwszy taniec Dana Glover wprowadziła wszystkich w bajkowy świat Shreka,ale potem oczywiście na nasiadówkę czasu nie było. Pełen parkiet przy przebojach trzech pokoleń i różnych gatunkach muzycznych.
Wśród gości obecny był również rodowity Grek i wszyscy zatańczyli Zorbę radośnie przez niego poprowadzoną:). Nie ważne czy grali The Beatles czy rytm nadawał Michael Telo-muzyka gościom w tańcu nie przeszkadzała:).
Dwa dni po weselu dostałem takiego maila
Cześć Marku,
chcieliśmy jeszcze raz
serdecznie podziękować za wspaniałe poprowadzenie naszej imprezy. Goście
nadal są pod ogromnym wrażeniem, cały czas dzwonią i mówią o Tobie ;)
Wszystko było naprawdę super, mieliśmy duże szczęscie, że trafiliśmy na
Ciebie ;) Nuda? To słowo nie istniało na tym weselu.
sobota, 17 sierpnia 2013
EDYTA i ŁUKASZ czyli Skocznie i wesoło
Wiem ,że większość par czeka na wpis o swoim weselu:) Edyta regularnie sprawdza mojego bloga i w końcu się doczekała.
W zasadzie mógłbym napisać ,że było niesamowicie, radośnie,energetycznie,klasycznie i wszystkim życzę aby ich wesela tak wyglądały.Tajemnica sukcesu jest jedna- nastawienie Młodych a Edyta i Łukasz to ludzie ,którzy uwielbiają się bawić,schodzą ostatni z parkietu i wychodzą na końcu z każdej imprezy.Ten żar zabawy bardzo szybko udzielił się wszystkim:). Oczywiście pewne obrazy na dłużej zostają w pamięci.
Bardzo rozbawiona babcia,która- uwaga- tańczyła i śpiewała Maleńczuka "Dawna dziewczyno"-tak tak Panie i Panowie-to nie wiek decyduje o radości życia.Mama Łukasza , niesamowita kobieta, z radością świętowała ten wielki dzień swojego jedynaka.Myślę, że do tej pory nuci sobie Och Basieńka ,och Basieńka-to była specjalna piosenka ode mnie:). Przyznaję,że sam też lubię się bawić,ale to jaką energią emanował Łukasz to klękajcie narody-dostał mikrofon ,ruszył na salę i nie było,że ktoś nie może albo jest zmęczony-tańczył,śpiewał ( a naprawdę umie) i podrywał do kolejnych pląsów i tak do samego końca:).
Brawo to się nazywa Hej wesele tańcowało:).
Oczywiście były przerwy na posiłki, jednego, tort, zdjęcia ale 70 procent to swawole na parkiecie.
Wiem ,że z Edytą i Łukaszem jeszcze się spotkamy-bo po pierwsze bardzo się polubiliśmy no i mam zaproszenie na parapetówę hahahah,czyli będzie zabawa.
W zasadzie mógłbym napisać ,że było niesamowicie, radośnie,energetycznie,klasycznie i wszystkim życzę aby ich wesela tak wyglądały.Tajemnica sukcesu jest jedna- nastawienie Młodych a Edyta i Łukasz to ludzie ,którzy uwielbiają się bawić,schodzą ostatni z parkietu i wychodzą na końcu z każdej imprezy.Ten żar zabawy bardzo szybko udzielił się wszystkim:). Oczywiście pewne obrazy na dłużej zostają w pamięci.
Bardzo rozbawiona babcia,która- uwaga- tańczyła i śpiewała Maleńczuka "Dawna dziewczyno"-tak tak Panie i Panowie-to nie wiek decyduje o radości życia.Mama Łukasza , niesamowita kobieta, z radością świętowała ten wielki dzień swojego jedynaka.Myślę, że do tej pory nuci sobie Och Basieńka ,och Basieńka-to była specjalna piosenka ode mnie:). Przyznaję,że sam też lubię się bawić,ale to jaką energią emanował Łukasz to klękajcie narody-dostał mikrofon ,ruszył na salę i nie było,że ktoś nie może albo jest zmęczony-tańczył,śpiewał ( a naprawdę umie) i podrywał do kolejnych pląsów i tak do samego końca:).
Brawo to się nazywa Hej wesele tańcowało:).
Oczywiście były przerwy na posiłki, jednego, tort, zdjęcia ale 70 procent to swawole na parkiecie.
Wiem ,że z Edytą i Łukaszem jeszcze się spotkamy-bo po pierwsze bardzo się polubiliśmy no i mam zaproszenie na parapetówę hahahah,czyli będzie zabawa.
niedziela, 21 lipca 2013
MAGDA i MARCIN czyli Podryw na misia:)
Dobrego prowadzącego naprawdę ciężko jest zaskoczyć muzycznie. Zawsze jednak można. Udało się to Magdzie i Marcinowi.Nie mieli zbyt wielkich wymagań w kwestii piosenek,ale trzy to były prawdziwe perełki.
Na pierwszy taniec sam Mistrz Kitaro-nie podejrzewałem ,że kiedykolwiek ktoś pokusi się o znalezienie takiego fragmentu muzycznego z twórczości tego magika dźwięku a jednak im się udało:).
Z wielką radością i znajomością tekstu zatańczyli i zaśpiewali Andrusa piosenkę o podrywie na misia, a w ramach podziękowań muzycznych tato Marcina usłyszał zespół Yes,którego jest wielkim fanem.Trzeba było widzieć radość na twarzy tego człowieka:)
Więcej jakiś specjalnych wymagań nie mieli:) Zaproszeni goście bawili się znakomicie w zasadzie przy wszystkim. Był i Weekend ,ale o dziwo częściej proszono o Dżem, Nalepę, Smokie- tak to jest kiedy wujowie wychowani są na zacnej muzyce z gitarą:)-to się bardzo ceni. I marynarki zaczynają fruwać.
Był i torcik i oczepiny i pociągi-klasyczne,sprawdzone,wiecznie zielone.
Marcin twierdził,że nie za bardzo umie tańczyć-publicznie zatem obalam to stwierdzenie-umie tylko do czasu wesela o tym nie wiedział:)
Kochani bardzo dziękuję za wspólną zabawę a" podryw na misia "umieszczam na stałe na swej liście przewrotnych, radosnych piosenek z dobrym tekstem:).
Na pierwszy taniec sam Mistrz Kitaro-nie podejrzewałem ,że kiedykolwiek ktoś pokusi się o znalezienie takiego fragmentu muzycznego z twórczości tego magika dźwięku a jednak im się udało:).
Z wielką radością i znajomością tekstu zatańczyli i zaśpiewali Andrusa piosenkę o podrywie na misia, a w ramach podziękowań muzycznych tato Marcina usłyszał zespół Yes,którego jest wielkim fanem.Trzeba było widzieć radość na twarzy tego człowieka:)
Więcej jakiś specjalnych wymagań nie mieli:) Zaproszeni goście bawili się znakomicie w zasadzie przy wszystkim. Był i Weekend ,ale o dziwo częściej proszono o Dżem, Nalepę, Smokie- tak to jest kiedy wujowie wychowani są na zacnej muzyce z gitarą:)-to się bardzo ceni. I marynarki zaczynają fruwać.
Był i torcik i oczepiny i pociągi-klasyczne,sprawdzone,wiecznie zielone.
Marcin twierdził,że nie za bardzo umie tańczyć-publicznie zatem obalam to stwierdzenie-umie tylko do czasu wesela o tym nie wiedział:)
Kochani bardzo dziękuję za wspólną zabawę a" podryw na misia "umieszczam na stałe na swej liście przewrotnych, radosnych piosenek z dobrym tekstem:).
sobota, 20 lipca 2013
ZUZANNA i ŁUKASZ czyli Banana boat song :)
Już sam tytuł posta sugeruje, że to było bardzo słoneczne wesele. Pogoda aż przesadziła-ponad 30 stopni,sala taneczna przeszklona i bardzo nasłoneczniona i jeszcze gorące rytmy na parkiecie. Na pierwszy taniec Sael i muszę uczciwie przyznać,że miałem okazję na żywo zobaczyć występ godny Tańca z Gwiazdami-w roli głównej oczywiście Zuzanna i Łukasz. Wielkie brawa-to było coś.
Zaproszeni goście -w większości znajomi i przyjaciele dzielnie sobie radzili w tropikalnych warunkach.Jakby tego było mało okazało się, że wśród przyjaciółek Zuzanny jest również moja znajoma,której nie widziałem uwaga 20 lat. Zawsze powtarzam,że życie jest nieprzewidywalne a świat mały.Do końca wesela łączyłem style muzyczne i mieszałem gatunki-lata 80,rock, latino,Sinatra itp.... każdy znalazł coś dla siebie.
Przy okazji potwierdziła się teoria,że radość zabawy siedzi w człowieku,bez względu na wiek czy płeć.
Specjalną muzyczną dedykacją był właśnie "Banana boat song" , który kojarzy się z filmem Sok z żuka.
Jaką niesamowitą choreografię zobaczyłem w wykonaniu Młodej ,mamy i siostry:) wiem tylko ja i goście,niestety kamery nie było:). Zainteresowanym wklejam link http://www.youtube.com/watch?v=AQXVHITd1N4. Tak tak kochani taka radość zabawy i dystans do siebie-można!
Takie podejścia na luzie, życzę Wam na dalszej wspólnej drodze. I niech Łukasz nie wypala trawy w ogródku:)....ale to już inna historia.
Zaproszeni goście -w większości znajomi i przyjaciele dzielnie sobie radzili w tropikalnych warunkach.Jakby tego było mało okazało się, że wśród przyjaciółek Zuzanny jest również moja znajoma,której nie widziałem uwaga 20 lat. Zawsze powtarzam,że życie jest nieprzewidywalne a świat mały.Do końca wesela łączyłem style muzyczne i mieszałem gatunki-lata 80,rock, latino,Sinatra itp.... każdy znalazł coś dla siebie.
Przy okazji potwierdziła się teoria,że radość zabawy siedzi w człowieku,bez względu na wiek czy płeć.
Specjalną muzyczną dedykacją był właśnie "Banana boat song" , który kojarzy się z filmem Sok z żuka.
Jaką niesamowitą choreografię zobaczyłem w wykonaniu Młodej ,mamy i siostry:) wiem tylko ja i goście,niestety kamery nie było:). Zainteresowanym wklejam link http://www.youtube.com/watch?v=AQXVHITd1N4. Tak tak kochani taka radość zabawy i dystans do siebie-można!
Takie podejścia na luzie, życzę Wam na dalszej wspólnej drodze. I niech Łukasz nie wypala trawy w ogródku:)....ale to już inna historia.
OLA i BARTEK czyli dwa dni w Ambrozjii
Kolejną parę poznałem dzięki studniówce, którą prowadziłem w tym roku dla szkoły muzycznej.Na tej zacnej imprezie jednym z gości był brat Bartka, który stwierdził, że to była najlepsza studniówka na jakiej się bawił i kiedy przyszło do poszukiwań prowadzącego na wesele padło na mnie:).
Przez dwa dni bawiliśmy się w Strzegomiu. Radosne podejście Młodych szybko udzieliło się pozostałym.Tradycyjnie już pokolenie rodziców z pewną dozą nieśmiałości podeszło do hasła Dj na weselu-tym bardziej ,że rodzina Bartka pochodzi z Mazur. Przekonałem ich do siebie grając oczywiście Chłopa z Mazur ,Kormorany, Augustowskie noce i poszło. Wszystkie tradycyjne elementy zostały zachowane-powitanie, toast,tort, podziękowania i wykupowanie butów na oczepiny.Po raz kolejny udało się połączyć tradycję z nowoczesnością. Weterynarze obecni na weselu zaśpiewali stary donald fermę miał, strażacy usłyszeli Straż ogniową a Kuba brat Bartka w ramach podziękowań usłyszał "Feeling Good".
Poprawiny upłynęły pod hasłem -nie za dużo mamy siły na tańce ale ochota ciągle wielka:).
W tę czerwcową sobotę poznałem kolejnych ludzi,którzy zostaną na dłużej w mej pamięci i już sobie z Bartkiem ustaliliśmy ,że jak tylko wybiorę się na Mazury ( a lubię ten rejon Polski )-to oczywiście muszę ich odwiedzić. I zrobię to na 100 procent.Nie wiem dlaczego , ale kiedy wracałem w niedzielę do domu to nuciłem sobie "na Mazury, Mazury, Mazury popływamy tą łajbą z tektury......"
Przez dwa dni bawiliśmy się w Strzegomiu. Radosne podejście Młodych szybko udzieliło się pozostałym.Tradycyjnie już pokolenie rodziców z pewną dozą nieśmiałości podeszło do hasła Dj na weselu-tym bardziej ,że rodzina Bartka pochodzi z Mazur. Przekonałem ich do siebie grając oczywiście Chłopa z Mazur ,Kormorany, Augustowskie noce i poszło. Wszystkie tradycyjne elementy zostały zachowane-powitanie, toast,tort, podziękowania i wykupowanie butów na oczepiny.Po raz kolejny udało się połączyć tradycję z nowoczesnością. Weterynarze obecni na weselu zaśpiewali stary donald fermę miał, strażacy usłyszeli Straż ogniową a Kuba brat Bartka w ramach podziękowań usłyszał "Feeling Good".
Poprawiny upłynęły pod hasłem -nie za dużo mamy siły na tańce ale ochota ciągle wielka:).
W tę czerwcową sobotę poznałem kolejnych ludzi,którzy zostaną na dłużej w mej pamięci i już sobie z Bartkiem ustaliliśmy ,że jak tylko wybiorę się na Mazury ( a lubię ten rejon Polski )-to oczywiście muszę ich odwiedzić. I zrobię to na 100 procent.Nie wiem dlaczego , ale kiedy wracałem w niedzielę do domu to nuciłem sobie "na Mazury, Mazury, Mazury popływamy tą łajbą z tektury......"
Subskrybuj:
Posty (Atom)






