Nie zdążyłem jeszcze dobrze wyczyścić butów z nadmorskiego piasku a już rozkładałem sprzęt pięćset kilometrów od morza w Jeleniej Górze. Szykowałem się do kolejnego wesela Emanueli i Grześka. Miałem już niesamowitą przyjemność prowadzić wesele jego brata rok wcześniej i wiedziałem czego się można spodziewać:). Dobrego ,bardzo pozytywnego szaleństwa na parkiecie. Zadowolonych, uśmiechniętych i szczęśliwych ludzi na sali.Wszytko bez kropli alkoholu:). Czasem spotykam się z wypowiedziami, że tak się nie da. Że zawsze ktoś coś przemyci w bagażniku albo będzie zamawiał w barze. Na tym weselu nic takiego nie miało miejsca. Dobra zabawa do samego rana w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Ludzie świadomi tego co mówią i robią. Na koniec podszedł do mnie Grzegorz i powiedział,żebym już przestał grać bo nie wyjdą z sali ,a było już po ustalonej godzinie zakończenia .
Zawsze zostawiam kawałek siebie na takich imprezach i zabieram wspomnienia na długie lata. Jednym z nich będą słowa babci która na powitanie mnie ucałowała, wyściskała i powiedziała " jest moja iskierka". Dla 41 letniego mężczyzny to prawdziwy zaszczyt coś takiego usłyszeć, bo oznacza to , że nie straciłem jeszcze w sobie tej radości życia i prowadzenia imprez. Oby ten stan trwał jak najdłużej:). A z tej iskierki zawsze rozpalał się wielki płomień zabawy.
niedziela, 21 października 2012
środa, 12 września 2012
ASIA i ADAM czyli Morza szum....

W tym sezonie to była najdalsza podróż na wesele. Moja skromna osoba została zaproszona do hotelu Lidia w Darłówku Zachodnim. Tam właśnie odbył się ślub i wesele Asi i Adama.
Przed szesnastą wjechali na piąte piętro hotelu i wkroczyli na salę.Młodzi, zadowoleni, uśmiechnięci a wraz z nimi goście, przyjaciele i rodzina. Wśród zaproszonych byli również Szkoci, którzy oczywiście zaprezentowali się w strojach narodowych.Przedni to widok.
Tradycyjnie najpierw pojawił się obiad, potem na parkiet wkroczyły gwiazdy wieczoru-prezentując się w pierwszym tańcu do utworu Barry White.
Bardzo oryginalnie zrobiło się po tym tańcu. Młodzi wręczyli sobie prezenty o których wcześniej żadne z nich nie wiedziało. Pełne zaskoczenie. Adam dostał bilet na mecz ulubionej zagranicznej drużyny piłkarskiej ( większość mężczyzn chciała go odkupić:)) a Asia rozpakowała wielkie wspólne zdjęcie , zrobione i złożone z malutkich zdjęć na których była z Adamem-efekt niesamowity! Wszyscy się zastanawiali ile czasu i pracy musiał na to Adam poświęcić-ale to już jego słodka tajemnica.
Fotograf zabrał ich na sesję nadmorską a po powrocie już była tylko dobra zabawa i dobre jedzenie z przerwami na puszczanie lampionów (na plaży), podziękowaniem dla rodziców, tort, prezentację zdjęć i oczepiny.
W nocy podziękowaliśmy sobie za super zabawę, dawkę jodu, morza szum i za to , że los nas spiknął:). Nie mogłem niestety zostać z nimi dłużej bo następnego dnia miałem kolejne wesele 500 km dalej...
czwartek, 6 września 2012
KAROLINA i MARCIN czyli bajkowo w Legnicy

W ostatnią sierpniową sobotę pojawiłem się w Legnicy. Cel jak zwykle był szczytny-poprowadzenie niewielkiego przyjęcia weselnego. Ilość gości nie przekraczała 40, ale zawsze powtarzam, że to jakość jest ważna.
Na wejście Pary Młodej "What a Wonderful World ". Po obiedzie oczywiście pierwszy taniec i w tym momencie Karolina i Marcin zabrali nas do świata bajek-zatańczyli walca do piosenki z filmu "Anastasia". Pięknie było.
Jak zawsze poprosiłem ich o przygotowanie swojej złotej listy 20 piosenek, takich ulubionych. Zacne to były nagrania , głównie z lat 80 daleko odbiegające od białego misia:). Całe wesele odbyło się w dobrych muzycznych klimatach w stylu Barry White i Abby. Efekt-na koniec imprezy podszedł do mnie wujek , podał rękę i powiedział-dziękuję, że nie grał pan disco polo, a mama Marcina zapowiedziała, że się jeszcze zobaczymy , bo ma dwóch synów na wydaniu.
To jednak nie był koniec miłych zaskoczeń tego ranka. Kiedy już goście rozeszli się do domu, a ja pakowałem sprzęt, pojawiła się Pani Stefania-kierownik , poprosiła o wizytówkę, zapewniając, że kogoś takiego jak ja właśnie szukają i przekazuje moje dane do działu promocji. Byłem bardzo mile zaskoczony. Okazało się , że to było najfajniejsze wesele w tym roku a prowadzącego którego mogą polecić nie znaleźli od sześciu lat!!. Nie były to tylko miłe słowa. Trzy dni po weselu miałem telefon z hotelu z pytaniem czy zagram im sylwestra.
Karolino, Marcinie-podobno życie to nie bajka, ale wierzę , że dobre duszki będą nad Wami czuwać.
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
MICHAŁ i BARBARA czyli "Sienkiewiczowska para"

Sam mistrz Trylogii musiał chyba maczać palce w poznaniu, zakochaniu i stanięciu na ślubnym kobiercu kolejnej młodej pary. Inaczej być nie mogło skoro tym razem odwiedziłem Bogumiłów, aby poprowadzić wesele Basi i Michała. Miejsce urokliwe, położone wśród zieleni, wody z ładną salą i uwaga ośrodkiem z końmi, czyli ciągle w klimatach sienkiewiczowskich. Na przerwy goście byli zapraszani hasłem "hej szable w dłoń" i szli "wyzwalać Baśkę od zbója":).
Muzycznie oczywiście nie zatrzymaliśmy się w XVII w. Tańce odbywały się przy wakacyjnych przebojach z przed lat, pojawiały się walce i oberek dla dziadka. Trochę polskiego rocka, latino i lat 80.
Ale najczęściej puszczana była piosenka Moja dumka i stała się oficjalnym hymnem wesela.Do tego największe przeboje grupy Queen-specjalnie dla Michała, który jest ich wielkim fanem. Goście też przy tym nie siedzieli. Wspólnie zaśpiewali We Are the Champions i Friends Will Be Friends.
Z pyszności pojawił się cały prosiak upieczony w wielkim piecu (znowu ukłon w stronę Sienkiewicza), znakomity weselny tort i dania polskiej kuchni.
Muszę przyznać, że rodzina, znajomi i przyjaciele stanęli na wysokości zadania i znakomicie wkomponowali się w zabawę bez klasyki disco polo. W tamtych rejonach głównie zespoły grają na weselach:). Przy okazji pozdrawiam Benka , Maćka, Gosię , Marka i wszystkich gości. Byliście super.
Wam kochani Nowożeńcy tak po staropolsku życzę
Młodej parze Boże stróż,
Życie z najpiękniejszych róż!
Dużo szczęścia, własnej chatki,
I tytułu mamy, tatki.
piątek, 24 sierpnia 2012
JADWIGA I GRZEGORZ czyli scenariusz idealny

Po weselu poprowadzonym dla Igi i Grześka stwierdziłem, że już tylko w poniedziałek nie grałem wesela:). Wtorkowe bowiem zorganizowali właśnie Oni. Zorganizowali to za mało powiedziane!!-Zaplanowali i napisali najdokładniejszy plan ślubu i wesela jaki ostatnio widziałem.
Skrupulatnie i dokładnie punkt po punkcie. To głównie Grzesiek jako inżynier maczał w tym palce:)
Z planami jest tak , że lubią się walić-a ten zrealizowaliśmy prawie na 100 procent.
Nie było łatwo bo i okazji oraz atrakcji było sporo. Tego samego dnia przypadała trzydziesta rocznica ślubu rodziców, druga rocznica znajomych oraz imieniny cioci po północy:). Wszyscy dostali upominki i życzenia.Goście obejrzeli pokaz barmański i mogli popróbować kolorowych drinków.
Jakby tego było mało to czekały jeszcze lampiony do nieba i tort z babeczek:).
Gdzie zatem czas na zabawę wypadało by zapytać?. Był zaplanowany jak wszystko. Na dobry początek do obiadu przygrywał im Błażej wprowadzając gości w dobry nastrój. Na start części tanecznej muzyczna petarda The Atomic Fireballs - Man With The Hex i zatańczony Quick Step.
Zdecydowanie nie było to wesele przy biesiadzie i disco-polo:).
Na oczepiny przygotowany konkurs "Siłownie umysłowe", czyli humaniści kontra umysły ścisłe:), jaka to melodia, test osobowości i przewrotne łapanie welonu:).
Działo się tyle, że kiedy wybiła czwarta i czas było kończyć i ja i goście byli bardzo zdziwieni.
Igo i Grzesiu nie wiem jaki scenariusz napisało Wam życie , ale myślę, że będzie w nim dużo miłości, radości i szczęścia.
środa, 22 sierpnia 2012
MAGDA i PRZEMEK czyli poranek w górach

W okolice największej górskiej twierdzy w Europie zawędrowałem w kolejny sierpniowy piątek. Bynajmniej nie w celach turystycznych chociaż miejsce kusi szlakami rowerowymi, zielenią i górami z każdej strony. W takich to przepięknych okolicznościach przyrody odbywało się wesele Magdy i Przemka. Miejsce wybrali niecodzienne-Srebrna Góra. Gościł nas pensjonat Sokółka u podnóża twierdzy.
Niecodzienne miejsce w połączeniu z super ludźmi to gwarancja udanej imprezy. Jeśli dodamy do tego domową kuchnię i ekstra pogodę to czego trzeba jeszcze? Chyba tylko maszyny do zatrzymania czasu aby przeżywać chwile zabawy i radości bez końca. Czas zatrzymaliśmy na zdjęciach:) . Przez chwilę przenieśliśmy się również do XVIII w. Przemek miał być wcielony do armii pruskiej na dwudziestoletnią służbę i aby temu zapobiec Magda musiała go wykupić. Targi były twarde , ale w końcu się udało i starzałem z prawdziwego muszkietu oznajmiono wolność Pana Młodego.
Nie pozostało już nic innego jak poświęcić się zabawie do białego rana. Faktycznie przywitaliśmy świt i poranek. Najbardziej zaprawieni w bojach goście dotrwali do szóstej rano i nie w głowach im był sen. W końcu po co spać jak za dwie godziny będzie śniadanie:).
Magdo i Przemku górskie powietrze czyni cuda. Życzę Wam samych cudowności w życiu.
piątek, 17 sierpnia 2012
KAROLINA i MARCIN czyli z rodziną i najbliższymi

Po raz kolejny odwiedziłem Wilkostów. Miejsce mające swój specyficzny urok i klimat. Doskonałe na niewielkie rodzinne przyjęcia. Takim właśnie było wesele Karoliny i Marcina.W pierwotnej wersji miało się odbyć pod domem w ogrodzie , ale nieprzewidywalność sierpniowej pogody sprawiła, że w sobotnie popołudnie na podjazd w Wilkostowie zawitali zaproszeni goście.Głownie rodzina i bliscy znajomi. Zawsze powtarzam,że nie ilość decyduje o jakości. Myślę,że gdyby gości było trzy razy więcej trzeba by było wzywać straż do gaszenia tego ognia radości i zabawy. To byli ludzie pogodni, otwarci ,pełni pasji i zaangażowania. Choć muszę przyznać, że po raz pierwszy mieli do czynienia z prowadzącym -dj na weselu i jak na samym końcu przyznała jedna z cioć, najpierw myślała, że to będzie bardzo nudne przyjęcie, a potem nie schodziła z parkietu:). Miejsce do tańczenia praktycznie ciągle było pełne i gdybym nie zapraszał ich do stołów to pewnie wrócili by nieco głodni:).
Na pewno wrócili bardzo zmęczeni zmaganiami w tańcu i podekscytowani po wspólnym puszczaniu lampionów na szczęście-to też był ten pierwszy raz. To miłe, że pokolenie naszych rodziców, które bawiło się zawsze przy lepszych lub gorszych zespołach potrafi na koniec przyznać,że są bardzo ale to bardzo zaskoczeni i zadowoleni i już nie powiedzą złego słowa na hasło "dj na wesele".
Karolinko i Marcinie-dziękuję za zaufanie i życzę samych tak wystrzałowych dni w Waszym życiu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
