Kilka kilometrów od Wrocławia, w malowniczej okolicy znajduje się zajazd "Banderoza". Sporo zieleni, woda, spokój-czego więcej trzeba do organizacji wesela. To miejsce upatrzyli sobie Ola i Łukasz. Zawsze podziwiam ludzi, którzy nie spinają się na siłę i nawet w tak ważnym dniu nie dają się zjeść nerwom i emocjom. Jak szczerze powiedział Łukasz na spotkaniu on za bardzo nie odnajduje się w klimatach wesel-dlatego zdaje się na moje doświadczenie:). Było klasycznie ,ale nie zabrakło też indywidualnych akcentów muzycznych. Na pierwszy taniec Elvis Presley -przygotowany na szybkim kursie i coś mi się wydaje , że kartkę z nazwami figur Pan Młody zachowa na wieczną pamiątkę:). Enej, Kukiz, Kult i Dżem ruszały gości i tych nieco starszych i oczywiście młodzież. Zresztą na koniec to praktycznie mieliśmy koncert Rydla na życzenie:). Ponieważ sama sala jest utrzymana wystrojem w stylu country-podczas wjazdu płonącego udźca obsługa pokazała swój popisowy taniec rodem z dzikiego zachodu. Muszę również napisać o bracie Pana Młodego którego radość zabawy i energia w połączeniu z moim pozytywnym nakręceniem spowodowały, że nie było czasu na zmęczenie, a jak już odpoczywaliśmy to też nie bezczynnie tylko np oglądając film niespodziankę.Fajnie było! Goście fajni!!. Młodzi fajni!!!
Wszystkiego naj raz jeszcze!
sobota, 15 grudnia 2012
niedziela, 2 grudnia 2012
KAROLINA i PIOTR czyli Tańce w Opolu
Muszę się uczciwie przyznać, że jadąc na poprowadzenie imprezy zawsze towarzyszy mi lekka trema i pytania czy wszystko wyjdzie a Młodzi i goście będą zadowoleni.Podobno każdy szanujący się prowadzący tak ma :). Jadąc na wesele Karoliny i Piotrka byłem zupełnie spokojny o efekt końcowy. Kilka miesięcy wcześniej prowadziłem imprezę rodzinną i w zasadzie wiedziałem czego się można spodziewać a i większość gości już mi była znana.
Pozostałą część poznałem z jak najlepszej strony. Niesamowici ludzie potrafiący pobawić się przy "opolskich dziouchach" i dać czadu do piosenki "Balada Boa" tylko po to , żeby w nagrodę zatańczyć Kankana:)
Młodzi od pierwszego tańca wyznaczyli dobre muzyczne klimaty pokazując się w nagraniu "september".
Na przyjęciu nie brakowało również fanów Dżemu , którzy dostali swoją porcję Ryśka.
To była kolejna niesztampowa impreza-taka zostająca na długo w pamięci.Przy podziękowaniach dla rodziców uniknęliśmy wzruszeń na siłę i zamiast tego pojawiło się Pasowanie na Teściów.Mam nadzieję,że dotrzymają danego publicznie słowa:)
I jeszcze sms od Karoliny "Marku, bardzo dziękujemy Ci za imprezę- było mega!!!. Wszyscy goście nam dziękowali za świetną imprezę ,aż żal było kończyć:).Jak to powiedział wujek po prostu Mistrz-zgadzamy się w 100%!!!.
Ja również Wam dziękuję i do zobaczenia na kolejnych Mistrzowskich Imprezach:)
Pozostałą część poznałem z jak najlepszej strony. Niesamowici ludzie potrafiący pobawić się przy "opolskich dziouchach" i dać czadu do piosenki "Balada Boa" tylko po to , żeby w nagrodę zatańczyć Kankana:)
Młodzi od pierwszego tańca wyznaczyli dobre muzyczne klimaty pokazując się w nagraniu "september".
Na przyjęciu nie brakowało również fanów Dżemu , którzy dostali swoją porcję Ryśka.
To była kolejna niesztampowa impreza-taka zostająca na długo w pamięci.Przy podziękowaniach dla rodziców uniknęliśmy wzruszeń na siłę i zamiast tego pojawiło się Pasowanie na Teściów.Mam nadzieję,że dotrzymają danego publicznie słowa:)
I jeszcze sms od Karoliny "Marku, bardzo dziękujemy Ci za imprezę- było mega!!!. Wszyscy goście nam dziękowali za świetną imprezę ,aż żal było kończyć:).Jak to powiedział wujek po prostu Mistrz-zgadzamy się w 100%!!!.
niedziela, 28 października 2012
ALICJA i MIREK czyli Na wzgórzu
Są takie miejsca we Wrocławiu, które mijamy bardzo często, oglądamy na zdjęciach, nawet chodzimy na spacery ale w nigdy nie powiedzielibyśmy, że można tam zrobić wesele. Są tacy ludzie , którzy mają w sobie odwagę robienia czegoś inaczej i po swojemu. To właśnie dzięki Alicji i Mirkowi odkryłem na nowo Wzgórze Partyzantów. Tam właśnie odbyło się ich wesele. Musieliśmy tylko pokonać niedogodności nagłośnienia dwóch sal i przekonać gości, że wycieczki schodami w górę i w dół mają swoje zalety:)
Reszta to już była przysłowiowa pestka. Tym bardziej ,że naprawdę bezstresowo podeszli do wesela sami najbardziej zainteresowani:). Na wejście U2 , podczas wjazdu indyka (nie prosięcia!!) Rammstein,do krojenia tortu Led Zeppelin -to chyba najlepiej świadczy o bardzo indywidualnym nastawieniu. Oczywiście goście muzycznie odnaleźli różne klimaty do zabawy-od Nat King Cole poprzez O-Zone do Zakopower.
Kiedy rano pakowałem sprzęt spojrzałem ze wzgórza na śpiący jeszcze Wrocław i pomyślałem, że mieszkam już tu ponad 20 lat a jeszcze potrafi mnie to miasto zaskoczyć. Alicjo , Mirku wielu pozytywnych zaskoczeń życzę Wam na nowej ,wspólnej drodze:).
Reszta to już była przysłowiowa pestka. Tym bardziej ,że naprawdę bezstresowo podeszli do wesela sami najbardziej zainteresowani:). Na wejście U2 , podczas wjazdu indyka (nie prosięcia!!) Rammstein,do krojenia tortu Led Zeppelin -to chyba najlepiej świadczy o bardzo indywidualnym nastawieniu. Oczywiście goście muzycznie odnaleźli różne klimaty do zabawy-od Nat King Cole poprzez O-Zone do Zakopower.
Kiedy rano pakowałem sprzęt spojrzałem ze wzgórza na śpiący jeszcze Wrocław i pomyślałem, że mieszkam już tu ponad 20 lat a jeszcze potrafi mnie to miasto zaskoczyć. Alicjo , Mirku wielu pozytywnych zaskoczeń życzę Wam na nowej ,wspólnej drodze:).
sobota, 27 października 2012
BEATA i TOMEK czyli w Brylantowej
W hotelu Jasek sal jest kilka. Ja okupowałem tę na dole-brylantową.Tam właśnie swój wielki dzień postanowili zorganizować Beata i Tomek. Najpierw poznaliśmy się wirtualnie i zaiskrzyło:). W realnym świecie polubiliśmy się jeszcze bardziej. Oni wiedzieli czego chcą ,a ja postarałem się zrealizować to na ile umiałem. Chyba się udało. Mimo tego, że nie było to największe wesele w Jasku-my wychodziliśmy ostatni:) Następnego dnia otrzymałem takiego maila:
Witaj Marku,
Chcielibyśmy Ci raz jeszcze serdecznie podziękować za wspaniały udział w naszym dniu. Muzyka super, Twoje zaangażowanie, ogólnie całokształt to pierwsza klasa:) Z chęcią będziemy Ciebie polecać każdemu kto liczy na super zabawę. Pełny podziw za profesjonalizm. Pięknie dziękujemy i mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy, może już nie na naszym ślubie bo to już się nie zdarzy:) ale z chęcią przy innej okazji. Pięknie dziękujemy:)
Beata i Tomek
Ja też z chęcią bym się jeszcze z Nimi spotkał. Jak to mówią-życie jest nieprzewidywalne i wszystko się może zdarzyć.Zatem do zobaczenia.
Witaj Marku,
Chcielibyśmy Ci raz jeszcze serdecznie podziękować za wspaniały udział w naszym dniu. Muzyka super, Twoje zaangażowanie, ogólnie całokształt to pierwsza klasa:) Z chęcią będziemy Ciebie polecać każdemu kto liczy na super zabawę. Pełny podziw za profesjonalizm. Pięknie dziękujemy i mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy, może już nie na naszym ślubie bo to już się nie zdarzy:) ale z chęcią przy innej okazji. Pięknie dziękujemy:)
Beata i Tomek
niedziela, 21 października 2012
EMANUELA i GRZEGORZ czyli Bezprocentowo :)
Nie zdążyłem jeszcze dobrze wyczyścić butów z nadmorskiego piasku a już rozkładałem sprzęt pięćset kilometrów od morza w Jeleniej Górze. Szykowałem się do kolejnego wesela Emanueli i Grześka. Miałem już niesamowitą przyjemność prowadzić wesele jego brata rok wcześniej i wiedziałem czego się można spodziewać:). Dobrego ,bardzo pozytywnego szaleństwa na parkiecie. Zadowolonych, uśmiechniętych i szczęśliwych ludzi na sali.Wszytko bez kropli alkoholu:). Czasem spotykam się z wypowiedziami, że tak się nie da. Że zawsze ktoś coś przemyci w bagażniku albo będzie zamawiał w barze. Na tym weselu nic takiego nie miało miejsca. Dobra zabawa do samego rana w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Ludzie świadomi tego co mówią i robią. Na koniec podszedł do mnie Grzegorz i powiedział,żebym już przestał grać bo nie wyjdą z sali ,a było już po ustalonej godzinie zakończenia .
Zawsze zostawiam kawałek siebie na takich imprezach i zabieram wspomnienia na długie lata. Jednym z nich będą słowa babci która na powitanie mnie ucałowała, wyściskała i powiedziała " jest moja iskierka". Dla 41 letniego mężczyzny to prawdziwy zaszczyt coś takiego usłyszeć, bo oznacza to , że nie straciłem jeszcze w sobie tej radości życia i prowadzenia imprez. Oby ten stan trwał jak najdłużej:). A z tej iskierki zawsze rozpalał się wielki płomień zabawy.
Zawsze zostawiam kawałek siebie na takich imprezach i zabieram wspomnienia na długie lata. Jednym z nich będą słowa babci która na powitanie mnie ucałowała, wyściskała i powiedziała " jest moja iskierka". Dla 41 letniego mężczyzny to prawdziwy zaszczyt coś takiego usłyszeć, bo oznacza to , że nie straciłem jeszcze w sobie tej radości życia i prowadzenia imprez. Oby ten stan trwał jak najdłużej:). A z tej iskierki zawsze rozpalał się wielki płomień zabawy.
środa, 12 września 2012
ASIA i ADAM czyli Morza szum....

W tym sezonie to była najdalsza podróż na wesele. Moja skromna osoba została zaproszona do hotelu Lidia w Darłówku Zachodnim. Tam właśnie odbył się ślub i wesele Asi i Adama.
Przed szesnastą wjechali na piąte piętro hotelu i wkroczyli na salę.Młodzi, zadowoleni, uśmiechnięci a wraz z nimi goście, przyjaciele i rodzina. Wśród zaproszonych byli również Szkoci, którzy oczywiście zaprezentowali się w strojach narodowych.Przedni to widok.
Tradycyjnie najpierw pojawił się obiad, potem na parkiet wkroczyły gwiazdy wieczoru-prezentując się w pierwszym tańcu do utworu Barry White.
Bardzo oryginalnie zrobiło się po tym tańcu. Młodzi wręczyli sobie prezenty o których wcześniej żadne z nich nie wiedziało. Pełne zaskoczenie. Adam dostał bilet na mecz ulubionej zagranicznej drużyny piłkarskiej ( większość mężczyzn chciała go odkupić:)) a Asia rozpakowała wielkie wspólne zdjęcie , zrobione i złożone z malutkich zdjęć na których była z Adamem-efekt niesamowity! Wszyscy się zastanawiali ile czasu i pracy musiał na to Adam poświęcić-ale to już jego słodka tajemnica.
Fotograf zabrał ich na sesję nadmorską a po powrocie już była tylko dobra zabawa i dobre jedzenie z przerwami na puszczanie lampionów (na plaży), podziękowaniem dla rodziców, tort, prezentację zdjęć i oczepiny.
W nocy podziękowaliśmy sobie za super zabawę, dawkę jodu, morza szum i za to , że los nas spiknął:). Nie mogłem niestety zostać z nimi dłużej bo następnego dnia miałem kolejne wesele 500 km dalej...
czwartek, 6 września 2012
KAROLINA i MARCIN czyli bajkowo w Legnicy

W ostatnią sierpniową sobotę pojawiłem się w Legnicy. Cel jak zwykle był szczytny-poprowadzenie niewielkiego przyjęcia weselnego. Ilość gości nie przekraczała 40, ale zawsze powtarzam, że to jakość jest ważna.
Na wejście Pary Młodej "What a Wonderful World ". Po obiedzie oczywiście pierwszy taniec i w tym momencie Karolina i Marcin zabrali nas do świata bajek-zatańczyli walca do piosenki z filmu "Anastasia". Pięknie było.
Jak zawsze poprosiłem ich o przygotowanie swojej złotej listy 20 piosenek, takich ulubionych. Zacne to były nagrania , głównie z lat 80 daleko odbiegające od białego misia:). Całe wesele odbyło się w dobrych muzycznych klimatach w stylu Barry White i Abby. Efekt-na koniec imprezy podszedł do mnie wujek , podał rękę i powiedział-dziękuję, że nie grał pan disco polo, a mama Marcina zapowiedziała, że się jeszcze zobaczymy , bo ma dwóch synów na wydaniu.
To jednak nie był koniec miłych zaskoczeń tego ranka. Kiedy już goście rozeszli się do domu, a ja pakowałem sprzęt, pojawiła się Pani Stefania-kierownik , poprosiła o wizytówkę, zapewniając, że kogoś takiego jak ja właśnie szukają i przekazuje moje dane do działu promocji. Byłem bardzo mile zaskoczony. Okazało się , że to było najfajniejsze wesele w tym roku a prowadzącego którego mogą polecić nie znaleźli od sześciu lat!!. Nie były to tylko miłe słowa. Trzy dni po weselu miałem telefon z hotelu z pytaniem czy zagram im sylwestra.
Karolino, Marcinie-podobno życie to nie bajka, ale wierzę , że dobre duszki będą nad Wami czuwać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




