wtorek, 9 listopada 2010

KASIA I DAWID czyli Bydgoszcz pozdrawia Wrocław


Nie będzie wielkim odkryciem jeśli napiszę,że Wrocław jest miastem napływowym i w zasadzie można tu spotkać ludzi z każdego zakątka Polski. Tym razem padło na Bydgoszcz z której pochodzi Dawid. 80 procent gości przyjechało na to wesele z miasta które wydało nam Zbyszka Bońka :) I przekonany jestem ,że zabrali ze sobą całą masę pozytywnych wspomnień z tej imprezy.
Rodzice na pewno pamiętać będą piosenkę w ramach podziękowań, a nie było to byle co- the doors - riders on the storm .
Ciocia z 30 letnim stażem nauczycielki, która też organizowała imprezy dla młodzieży podeszła do mnie i powiedziała wprost- "Jak usłyszałam , że to będzie wesele bez orkiestry to pomyślałam ,że nie wyjdzie,ale teraz jestem wniebowzięta" . Przy okazji wyciągnęła mnie do tańca ( nie mogłem odmówić):)).
A młodzież obecna na imprezie ...no cóż najlepszym dowodem na to jak się bawili niech będzie fakt, że trzech przyszłych żonkosiów pytało czy dojeżdżam do Bydgoszczy.
Pewnie,że tak. Zatem do zobaczenia.
Kasiu i Dawidzie,wiem,że nie zawsze było u Was w życiu kolorowo,ale przekonany jestem,że przed Wami już tylko same cudowne dni,miesiące,lata.

czwartek, 4 listopada 2010

KAROLINA I MACIEK czyli No stress


W mojej karierze prowadzącego spotykam z różnymi ludźmi,różnymi wyobrażeniami o imprezie. Jedni podchodzą do tego bardzo poważnie i starają się zaplanować dokładnie wszystko. A czasem trafiam na ludzi takich jak Karolina i Maciek, którzy mają niesamowity dar i nie robią problemów tam ,gdzie ich nie ma. Uwielbiam takie imprezy. Tu nie ma zakładania,że coś nie wyjdzie, albo pójdzie nie tak.
Założenie było proste-byle do pierwszego tańca a potem.....niech się dzieje. I działo się. Goście byli tak otwarci na muzykę,że na życzenie zagrałem Deep Purple - Demon's Eye,a nie jest to standard weselny :)i szaleństwo było. Maciek jest wielkim fanem Depeche Mode,więc oczywiście nie zabrakło ich największych przebojów:)
Przyznaję,że najbardziej stresowali się rodzice (taka ich rola),ale po dwóch godzinach stwierdzili,że nie taki Dj straszny jak go malują:)
Karolino i Maćku wszystkiego naj i nigdy się nie stresujcie,bo jak mawia klasyk "Pan Bóg nam grzechy wybaczy ale nasz system nerwowy nigdy"

środa, 3 listopada 2010

GOSIA I TOMEK czyli wesele w krainie karpia


Jak sugeruje tytuł postu wesele miało miejsce w Miliczu. Na wspaniałej sali w restauracji Lema.Muszę przyznać,że nie często mam okazję gościć na tak przyjaznej dla prowadzącego sali. Duża, z ładnym podestem ,z pozytywnym wystrojem. Jak dodamy do tego obecność wspaniałych gości , to nie ma mowy aby wesele nie wyszło:)
Oj udało się to wesele i to bardzo. Oprócz wspaniałego jedzenia (tutaj wielkie brawa dla kucharza za goloneczkę), dużo się działo:
- na pierwszy taniec Pointer Sister - I'm So Excited-co już świadczyło,że spokojnie nie będzie
- Polonez zatańczony przez wszystkich gości i to z figurami
- Występy solowe Gosi i Tomka-śpiewali specjalnie dla siebie do akompaniamentu elektrycznej gitary-po prostu czad
- Specjalna prezentacja multimedialna w ramach podziękowań dla rodziców-Multiplex się chowa
- Pociąg przebierańców-tak efektowny i niesamowity,że fotograf chodził i powtarzał o kurczę ale super
- Pomnik miłości na oczepiny
Nie było nasiadówy,przerwy tylko na szybką regenerację i podniesienie poziomu elektrolitu we krwi :)
A na koniec każdy z gości dostał specjalnie grawerowany kieliszek upamiętniający to wydarzenie. Mała rzecz a sprawiła wszystkim tyle radości.
I taka ciekawostka- w sali na dole tez się odbywało wesele przy zespole. Oni skończyli o 3 My o 5.30.
Gosiu Tomku-włożyliście serce w to wesele i myślę,że na długo w sercach wszystkich pozostanie

czwartek, 14 października 2010

ANIA I JACEK czyli gram z polecenia


To była kolejna impreza zagrana z polecenia.Prawie 80% imprez poprowadzonych przeze mnie to takie , gdzie ktoś był,widział,zapamiętał i podał dalej:).Głównym założeniem była dobra muza i brak żenujących konkursów i zabaw.
Towarzystwo zróżnicowane,głównie znajomi i przyjaciele.Kilka osób na sali już znałem,bo miałem okazję prowadzić imprezy dla firmy w której pracuje Ania.Miło było zobaczyć znajome twarze.
Muzycznie oczywiście bez klimatów biesiadnych i typowo weselnych-głównie królował pop,rock i klasyki taneczne.
Również dzieci obecne na weselu dostały coś dla siebie oprócz odrębnego stołu:)
Zebrałem maluchy na parkiecie i specjalnie dla nich zrobiliśmy kilka radosnych zabaw.
Podsumowując Młodzi zadowoleni bardzo,goście też,rodzice tradycyjnie już pozytywnie zaskoczeni.
Ja też przeżyłem zaskoczenie ,kiedy to kamerzysta po pojawieniu się na sali usilnie szukał wzrokiem prowadzącego-gdzie ja stałem obok. Dlaczego? Zmylił go mój strój.Dla mnie marynarka ,koszula,krawat to normalka a okazało się ,że on najczęściej trafia na Dj w koszulkach,dżinsach,czasami czapeczkach i kogoś takiego szukał.
Szkoda ,że niektórzy prowadzący nie zdają sobie sprawy,że ich strój świadczy o podejściu do ludzi dla których grają...ale oni chyba nie są polecani:)

czwartek, 23 września 2010

KRYSIA I MAX czyli polsko- ukraińska impreza


Wesele Maxa i Krysi odbyło się w czwartek.Tak wypadło.
Podczas gdy inni siedzieli w biurach i myśleli o końcu pracy my piliśmy ,śpiewaliśmy i tańczyliśmy.
Uwielbiam prowadzić wesela polsko-ukraińskie, rosyjskie, gruzińskie.
Ludzie wschodu mają w sobie niesamowitą radość życia i zabawy. Uśmiechnięci ,szczęśliwi, pełni pozytywnej energii-tacy właśnie są i nie boją się tych emocji pokazywać i dawać im upust.
Nie było to duże wesele , ale nie ilość a jakość się liczy!
A jakość była super. Rodzina z daleka i znajomi z Wrocławia. Starsi i młodzież. Wszyscy szybko się zgrali i wspaniale ze mną współpracowali. Pewnych rzeczy nie trzeba było dwa razy powtarzać:)
Strasznie lubię prowadzić takie imprezy-dodają skrzydeł i poczucia dobrze wykonanej pracy.
No i mogłem pograć rosyjskie klimaty,które są strasznie imprezowe :)

poniedziałek, 13 września 2010

ILONA I MAREK IWONA I KAMIL czyli do białego rana


Pierwsza impreza miała miejsce w Pałacyku , druga w Starej Garbarni. Obie trwały do białego rana.Obie wesołe, roztańczone,rozbawione.
Były też niespodzianki w stylu "tak samo ale inaczej".Ilona i Marek postanowili nie organizować gościom tortu weselnego ale.....zamiast tego wjechały na salę babeczki weselne.Obyło się bez krojenia ale było wspólne karmienie :).
Zamiast testu osobowości zrobiliśmy randkę w ciemno-partnerzy okazali się dobrani nieco inaczej niż powinni-ale śmiechu było co niemiara a śmiech to zdrowie.

Przyznam się ,że łykałem łzy wzruszenia,kiedy na sam koniec imprezy Iwony i Kamila zagraliśmy pierwszy taniec raz jeszcze -tylko dla nich i Iwona płacząc ze wzruszenia powiedziała "dziękuję Marek dziękuję bardzo " i rozpłakała się na dobre w mankiet Kamila.
Łez wzruszenia i szczęścia życzę wszystkim młodym-bo warte są hołubienia przez lata.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

HEJ WESELA TAŃCOWAŁY


Wakacje trwają.Sezon weselny również w pełni.
Co tydzień inna impreza ale ludzie zawsze wspaniali :)
Ula i Łukasz , Magda i Robert , Paulina i Maciek , Aldona i Łukasz -oto kolejne szczęśliwe małżeństwa u których miałem przyjemność zagrać na weselu.Bawiliśmy się w Imprezie , restauracji Rodzinnej, Wieży Ciśnień.Zabawy do białego rana.I kolejne miłe wspomnienia wyniesione z tych imprez:)

Przede wszystkim miłe zaskoczenie starszego pokolenia.
Na jednym z wesele usłyszałem od ojca pana młodego , że nie wierzył w to aby jedna osoba potrafiła poprowadzić wesele,a teraz jest tak pozytywnie zaskoczony i wzruszony.Miałem okazję poznać górala ,
który 40 lat temu grał w kapeli na weselach.Wymieniliśmy kilka "zawodowych" spostrzeżeń.
Kilka osób podchodziło i z pewnym niedowierzaniem pytało czy przypadkiem nie pracowałem w radio ,bo głos taki jakiś znajomy:).
Byli wspaniali wujkowie z mocnymi tenorami i umiejętnością śpiewania przy stołach,czyli tradycji stała się zadość.
Trafił się również dziadek z tak radosnym podejściem do życia i dystansem do siebie,że aż miło było popatrzeć jak ten człowiek tańczy z prawnuczką,albo wywija w peruce afro przy rytmach Jacksona.
Każda z imprez była na swój sposób inna , niepowtarzalna ,wyjątkowa.Mam nadzieję,że byłem wspólnym mianownikiem na tych weselach , który po latach , gdy pamięć zacznie zawodzić a czas zatrze obrazy nadal będzie budził delikatne , miłe ukłucie w okolicach serca.....był taki Pan Marek.